HISTORIA

Żołnierze wyklęci, żołnierze niezłomni

Dlaczego nazywamy ich Żołnierzami Wyklętymi/Niezłomnymi?

Powinniśmy o nich mówić: wyklęci przez komunistów Żołnierze Niezłomni. Bo Sowieci i ich polscy kolaboranci nie tylko mordowali ich fizycznie, ale zabijali pamięć o nich – wyklinali ze zbiorowej świadomości, a oni wbrew wszystkiemu do końca zachowali się niezłomnie.

Pamiętajmy, że to przede wszystkim polscy żołnierze, z orzełkiem na czapce, często ryngrafem na piersi, czyli Bogiem w sercu. Ci, którzy walkę o Ojczyznę rozpoczęli nie w 1944/45 r., razem z opanowywaniem naszego kraju przez drugiego, sowieckiego okupanta, tylko na ogół już we wrześniu 1939 r. w wojnie obronnej przeciw Niemcom i Sowietom. Wielu przystąpiło do struktur konspiracyjnych w czasie okupacji niemieckiej. Wtedy składali przysięgę na wierność Rzeczpospolitej, a wartości „Bóg, Honor, Ojczyzna” Niezłomnie bronili do końca. Widząc, że Polska nie została wyzwolona przez Armię Czerwoną i służby specjalne NKWD kontynuowali walkę o wolność i niepodległość. Dlatego trudno przyjąć, że wojna dla Polski skończyła się w maju 1945 r. razem z kapitulacją hitlerowskich Niemiec. Jeśli zgodzimy się z tą tezą, przekreślamy ideę i czyn Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych. W wielu rejonach okupowanej przez Stalina Polski wojna trwała jeszcze przez lata. A były miejsca, szczególnie w latach 1945-47, gdzie partyzanci byli jedynymi panami terenu. Myli się również ten, który uzna, że głównym celem tej wojny była chęć ratowania siebie, przeżycia. Polscy żołnierze przede wszystkim chronili polską ludność przed sowieckim terrorem – mordami, grabieżami, gwałtami. Byli to zatem żołnierze dwóch okupacji i dwóch konspiracji: antyniemieckiej i antysowieckiej. Przekrój przedwojennej Polski Dlatego nazywamy ich Niezłomnymi, bo nie dali się złamać czerwonemu najeźdźcy – czy to trwając na posterunku w lesie, czy zachowując godną postawę w śledztwie. A przyszło im walczyć w wyjątkowo trudnej, można powiedzieć beznadziejnej sytuacji, kiedy Polska została zdradzona przez sojuszników i oddana w łapy Stalina, a w starciu z wrogiem - potęgą sowieckiego imperium nie mieli żadnych szans. Nadzieje na wybuch III wojny światowej – konfliktu między Zachodem a Wschodem szybko prysły, a działania komunistów (powszechny terror, sfałszowane referendum 3Xtak w czerwcu 1946 r. i wyborów do Sejmu w styczniu 1947 r.) też nie pozostawiały złudzeń. Dodając do tego ogłaszane przez komunistów amnestie, które były pułapką, wielu z nich nie miało alternatywy: ujawnienie się oznaczało śmierć, a przynajmniej więzienie i represje. Ale, jak napisał prof. Henryk Elzenberg: "Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wielkości tej sprawy". Była to przede wszystkim wojna chłopska, którą historycy (prekursorem zdaje się być polsko-amerykański historyk prof. Marek Jan Chodakiewicz) coraz częściej nazywają ostatnim polskim powstaniem – powstaniem antysowieckim. Najbardziej jeśli chodzi o ideę, charakter, ale także zasięg terytorialny przypominającym powstanie styczniowe 1863 r. Powstanie Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych najsilniejsze było w Polsce centralnej, na Lubelszczyźnie, Białostocczyźnie, Mazowszu, Podlasiu, w łódzkim, czy rzeszowskim. Z prawdą rozminie się także ten, który będzie utrzymywał, że Żołnierze Wyklęci to wyłącznie polska prawica. W szeregach II konspiracji niepodległościowej, prócz narodowców, chadeków i ludowców, byli piłsudczycy, czy socjaliści. Można śmiało powiedzieć, że to cały przekrój przedwojennej Polski, oczywiście z wyjątkiem komunistów, których miejsce w II Rzeczpospolitej było w więzieniu ze względu na wrogi stosunek do polskiego państwa. „My chcemy Polski polskiej” 1 marca 1951 r. komunistyczne władze zamordowały w więzieniu mokotowskim w Warszawie członków IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Jego komendant płk Łukasz Ciepliński w grypsie z celi śmierci napisał: „Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość – a człowiek pohańbioną godność ludzką – odzyska". Ciepliński miał rację. Prawda i idea Chrystusowa zwyciężają. Bo Żołnierze Wyklęci, którzy do końca pozostali Niezłomni, wracają do świadomości Polaków. Szatański plan komunistów, aby zatrzeć po nich wszystkie ślady, wymazać ich z historii, nie powiódł się. Dziś z wielkim prawdopodobieństwem możemy założyć, że dowódcy WiN spoczywają w dołach śmierci na „Łączce” stołecznych Powązek Wojskowych. Nie tylko w grypsie komendanta WiN – organizacji będącej bezpośrednim kontynuatorem czynu i idei Armii Krajowej - kluczowe jest przesłanie o Zmartwychwstaniu Polski i Jej wiernych żołnierzy. Tak samo brzmiały ostatnie słowa innych bohaterów Niepodległej, skazanych przez Sowietów i ich polskich kolaborantów. Słowa przekazywane rodzinom, czy współwięźniom. Mówili, że umierają za wolną Polskę i za wiarę w Boga. W jednej z homilii ks. prał. Józef Maj z kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewie, gdzie komuna tak jak na „Łączce” ukryła ich w zbiorowych dołach, mówił: – Ich niezłomność bardzo często była podyktowana nie tylko walką o niepodległość, ale także wiarą w Boga i wiernością Jego prawom. „My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej! (…) Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię” - tak cel powojennej walki przedstawiał kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, dowódca 6. Wileńskiej Brygady AK, legenda Podlasia. W Gdańsku ostatnim chwilom 17-letniej Danuty Siedzikówny z 5. Wileńskiej Brygady AK towarzyszył ks. Marian Prusak, ściągnięty przez ubeków z kościoła w Rumi. Dziś sanitariuszka „Inka" jest bohaterką młodzieży. Bo ona zachowała się jak trzeba – takie, ostatnie swoje słowa na tej ziemi, kazała przekazać babci. Idea wolności i niepodległości „Dlatego więc piszę niniejszą petycję. By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano. Bo choćby mi przyszło postradać me życie. Tak wolę – niż żyć wciąż, a w sercu mieć ranę" – pisał w wierszu „Dla Pana Pułkownika Różańskiego", ochotnik do KL Auschwitz rotmistrz Witold Pilecki (Mokotów, 14 maja 1947 r.). Bohaterski żołnierz, maltretowany w ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej, do końca pozostał wierny Polsce i Bogu. Za te ideały oddał życie 25 maja 1948 r., zamordowany sowieckim strzałem w tył głowy przez kata Mokotowa ubeka Piotra Śmietańskiego. Mój Ojciec – bliski współpracownik i kurier Witolda do gen. Andersa – nieprzypadkowo nazywał swojego dowódcę „świętym polskiego patriotyzmu". Rotmistrz Pilecki po 1945 r. nie walczył z bronią w ręku, prawdopodobnie ani jednego dnia nie spędził w lesie, ale prowadził walkę polityczną, metodami wywiadowczymi. A jednak mamy prawo, a nawet obowiązek nazywać go Żołnierzem Wyklętym/Niezłomnym – wyklętym przez komunistów, niezłomnym ze względu na postawę. Bo nie o charakter walki tu chodzi, ale o ideę pokonania sowieckiego okupanta w imię wolności i niepodległości Polski. Podobnie Żołnierzem Wyklętym/Niezłomnym jest generał August Emil Fieldorf „Nil”, który po cudownym niemal uratowaniu z sowieckich łagrów wrócił do lubelskiej Polski – nie podjął dalszej walki, tylko chciał pracować, aby utrzymać rodzinę. Mógł uratować głowę (został powieszony), gdyby poszedł na współpracę... Albo komandor Stanisław Mieszkowski, bohaterski obrońca polskiego wybrzeża we wrześniu 1939 r., który po powrocie w 1945 r. z niemieckich oflagów na kierownicze stanowiska w marynarce wojennej został ostatecznie skazany na śmierć, zamordowany i wyklęty aż do 1989 r. W śledztwie prowadzonym przez brutalną Informację Wojskową pozostał niezłomny. „Polacy” z NKWD? Łącznie z ogólnopolską organizacją WiN, w latach 1944 – 1956 (końcem symbolicznym II konspiracji niepodległościowej jest zabicie w walce sierżanta Józefa Franczaka ps. „Lalek” 21 października 1963 r. w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie) o wolną Polskę walczyło ok. 200 tys. żołnierzy II Rzeczpospolitej w różnych formacjach podziemia – głównie zbrojnego. W Narodowych Siłach Zbrojnych, Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym, Konspiracyjnym Wojsku Polskim, Ruchu Oporu Armii Krajowej, 5 i 6 Wileńskiej Brygadzie AK, Zgrupowaniu „Błyskawica” Józefa Kurasia, ps. „Ogień” i wielu innych, także w organizacjach młodzieżowych. Ponad 20 tys. Żołnierzy Niezłomnych zginęło z bronią w ręku. Kolejne dziesiątki tysięcy trafiały do katowni NKWD, UB, Informacji Wojskowej, czy obozów pracy w sowieckiej Polsce, czy wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego. Tych, którzy nie poddali się drugiemu, sowieckiemu okupantowi - dowódców i żołnierzy, kapłanów, działaczy politycznych, a także harcerzy i uczniów - czekały represje, wieloletnie wyroki i śmierć. Do 1955 r. spośród ponad 8 tys. orzeczonych kar śmierci wykonano ok. 4,5 tys. Polska straciła nie tylko żołnierzy, ale elitę, kadrę przywódczą. W cywilu Żołnierze Wyklęci/Niezłomni byli gospodarzami, urzędnikami, inżynierami, prawnikami, artystami... To nie są ofiary wojny domowej – jak często do dziś wmawiają nam następcy stalinowców. Bo po 1945 r. żadnej wojny domowej nie było, bo ona zakłada, że dwie strony konfliktu mają różne pomysły na Polskę, ale wspólny cel - Polskę właśnie. A tu mieliśmy nierówną walkę nielicznych w sumie niepodległościowców z wrogiem zewnętrznym – stalinowską Rosją i służącymi jej polskimi zdrajcami. Polscy żołnierze, szczególnie w pierwszej fazie tej polsko-sowieckiej wojny walczyli przede wszystkim z funkcjonariuszami NKWD, którzy nie byli Polakami - naszymi braćmi, tylko wrogami i okupantami. Chronieni prawem Dziś walczymy o to, aby w końcu przestali być Żołnierzami Wyklętymi, byśmy mogli ich nazywać już tylko Żołnierzami Niezłomnymi. Aby przywrócić im należne miejsce w świadomości następnych pokoleń. Aby mogli spoczywać otoczeni czcią żołnierzy antykomunistycznego podziemia, żołnierzy II konspiracji niepodległościowej. Przede wszystkim niepodległa Rzeczpospolita musi wydobyć tysiące z nich ze wszystkich bezimiennych dołów śmierci na terenie całej Polski, a także dawnych Kresów RP. Dziś Żołnierze Wyklęci/Niezłomni są chronieni prawem. Od 2011 r. obchodzimy powołany ustawą Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, jako święto państwowe. Obchodzimy je głównie dzięki dwóm osobom – śp. prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu i śp. prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej Januszowi Kurtyce. Obaj nie wrócili ze Smoleńska - z obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

{$oArticle->name}
Projekt i realizacja: Laboratorium Artystyczne | Oprogramowanie: Black Wolf CMS