Bolesław Stefański

(1910-1964) ksiądz archidiecezji warszawskiej, członek Stronnictwa Narodowego, Związku Jaszczurczego, harcerz, żołnierz Armii Krajowej, Narodowego Związku Wojskowego, ps. „Czarny”, „Stefan”

Urodził się 17 IX 1910 r. w Kochowie pod Maciejowicami w powiecie garwolińskim w rodzinie Antoniego i Zofii z domu Łosko. W 1931 r. ukończył gimnazjum św. Stanisława Kostki w Warszawie, w 1934 r. Wydział Matematyczno-Przyrodniczy UW i wstąpił do wyższego seminarium duchownego w Warszawie, 9 VII 1939 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Od 1 sierpnia wikariusz w Kocierzewie w powiecie łowickim, od 27 VI 1940 r. w Sochaczewie, od września 1941 r. kapelan szpitala i więzienia oraz prefekt szkoły handlowej w Grójcu. Od 1940/1941 r. członek Stronnictwa Narodowego jako kierownik organizacyjny na powiat sochaczewski, od sierpnia 1942 r. prezes SN w powiecie grójeckim. Tu działał w konspiracyjnym harcerstwie oraz w Związku Jaszczurczym (następnie Narodowe Siły Zbrojne). Pomagał ukrywającym się Żydom. Poszukiwany przez Gestapo, 19 I 1944 r. uciekł do Warki, od lipca do końca sierpnia w oddziale AK por. „Pęka”, następnie do końca września w oddziale por. Edwarda Góreckiego „Zyga”, biorąc udział w akcji „Burza”. Powrócił do Grójca. Od października 1944 r. przebywał na Boernerowie pod Warszawą, od stycznia 1945 r. w parafii św. Józefa Oblubieńca NMP na warszawskim osiedlu Koło, gdzie proboszczem był jego bliski krewny Jan Sitnik. Oficjalnie przydział jako wikariusz w parafii otrzymał 17 września.

Od lipca do grudnia 1945 r. uczestniczył w konspiracyjnych spotkaniach członków Stronnictwa Narodowego w Warszawie. W lipcu przejął dowództwo grupy poakowskiej w Markach pod Warszawą, w październiku przeprowadził akcje ekspropriacyjne w pobliskim Pustelniku. Od grudnia komendant Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w Warszawie, do oddziału zwerbował m.in. żołnierzy z Marek, swych dawnych uczniów z Grójca oraz uczniów ze szkoły na Kole. W styczniu 1946 r. udzielił pomocy w akcji odbicia rannego żołnierza Ruchu Oporu Armii Krajowej z Grójca, przebywającego pod strażą w szpitalu przy Kowelskiej na Pradze, w lutym posłał żołnierzy do Kobylina w powiecie grójeckim, w celu konfiskaty maszyny do pisania i powielacza. W marcu posłał żołnierzy do Grójca, w celu przeprowadzenia napadu na starostwo (akcja nieudana). Od 16 marca ukrywał się, po aresztowaniu dwóch żołnierzy, nadal kierując oddziałem. Aresztowany został 1 czerwca, w wyniku postrzału przy aresztowaniu po kilku dniach śledztwa amputowano mu prawą nogę.

Moment ten opisał zeznając na procesie sądowym: „zostałem (...) wsadzony do samochodu, w którym jeden z funkcjonariuszy groził mi, abym siedział cicho. Przewinął mi się wówczas przed oczami cały szereg cierpień, jakie miałem przejść i dlatego za wszelką cenę postanowiłem się wydostać: chwyciłem więc za broń funkcjonariusza, aby nie mógł strzelać. Wywiązała się walka i w krótkim czasie zostałem obezwładniony. Stojąc już obezwładniony, zostałem przez funkcjonariusza postrzelony w nogę”.

Przetrzymywany w aresztach UB przy Sierakowskiego oraz Cyryla i Metodego na Pradze, w więzieniu mokotowskim w Warszawie w więzieniu na Pradze, co opisał Sitnik w piśmie do kurii warszawskiej, chcąc doprowadzić do jej interwencji u ministra Radkiewicza.
Postrzelono go i w takim stanie trzymano go w więzieniu i bito bez wszelkich uczuć humanitarnych. Po dwóch dniach katowania w Szpitalu Przemienienia Pańskiego amputowano nogę i wzięto znowu do więzienia. Pozbawiono go: 1) pociechy religijnej, 2) niezbędnej w takim stanie opieki lekarskiej, 3) odwiedzania go przez najbliższych”.

Jako świadkowie w jego sprawie byli przesłuchiwani w śledztwie członkowie SN: Zygmunt Pniewski „Michał”, Stefan Głogowski „Józef”, Jan Morawiec „Remisz”. 23 września połączono w jedną całość wszystkie spraw żołnierzy PAS-u. W ten sposób na sali sądowej mieli znaleźć się pospołu żołnierze z Warszawy (Stefański z bratem Henrykiem), Marek (Julian Sałanowski, Marian Brzeziński, Mieczysław Szymański, Kazimierz Borkowski, Zdzisław Kossakowski, Jan Baniszewski, Henryk Smoderek, Tadeusz Pawłowski oraz Mieczysław Pazik będący członkiem PPR), a także żołnierze z Grójca (Stefan Jaworski, Andrzej Kubiak i Jerzy Fedorowicz). Ze sprawy wyłączono jednak inne aresztowane osoby, mianowicie niektórych żołnierzy PAS-u z Marek (Mariana Cholewę, Stanisława Witka i Ryszarda Pietrasa), pochodzącego stamtąd Czesława Mąkolewskiego oraz członków SN –Głogowskiego i Pniewskiego. Co najmniej do września 1946 nie ujęto części żołnierzy mareckiego oddziału (na wolności ukrywali Wojciech i Jerzy Rembeccy, Mieczysław Pawłowski, Ryszard Kiełek, Jan Sałanowski, Ryszard Wyżykowski i Zygmunt Struś). Śledztwo kontynuowano jeszcze po sformułowaniu aktu oskarżenia (sprawa odbicia ze szpitala na Kowelskiej Leonarda Komorowskiego „Żbika”, kupna dynamitu od mieszkańca Drewnicy Józefa Napieraja, postrzelenia w Markach milicjanta Młotka, napadu na sekretarza ZWM w Grójcu oraz na urząd gminny w Kobylinie, stawiania oporu przez Fedorowicza w czasie aresztowania). Jako własny wkład w sprawę śledczy UB dostarczyli zeznania na temat przynależności żołnierzy PAS-u do Polskiego Stronnictwa Ludowego, przy okazji kompromitując peeselowskiego ministra Władysława Kiernika (zeznania Szymańskiego i Borkowskiego). Ostatecznie Stefański oskarżony został o kierowanie PAS-em w województwie warszawskim, zorganizowanie napadu z bronią w ręku na garbarnię „Dzwonowo” oraz na garbarnię Lipowskiego w Pustelniku, przechowywanie od stycznia 1945 do stycznia 1946 pistoletu, posługiwanie się fałszywym dowodem osobistym i w końcu o podżeganie do zabójstwa wójta w Markach w lutym 1946 r. Duchowny zaczął zdradzać w okresie śledztwa objawy choroby psychicznej, co komunikowały władze więzienne kilkakrotnie jego rodzinie. Do obrony dopuszczona została adwokat Józefa Stillerowa, która następnie pisała do prymasa Hlonda (list z 20 I 1947 r.):

„Do Jego Eminencji Księdza Doktora Augusta Hlonda, Prymasa Polski, Arcybiskupa Gnieźnieńsko-Warszawskiego w Warszawie, Krakowskie Przedmieście 52. Eminencjo! Jestem obrońcą Księdza Bolesława Stefańskiego, który za należenie do organizacji podziemnej został skazany wyrokiem Rejonowego Sądu Wojskowego w Warszawie na karę śmierci. Jestem zdania, że Ksiądz Stefański jest człowiekiem prawym, szlachetnym i gorącym patrjotą polskim, którego koniecznie trzeba od śmierci ratować. Wojskowy Sąd Najwyższy wyrok śmierci zatwierdził. Pozostaje jedynie łaska Pana Prezydenta. Ułaskawienie i zamianę kary śmierci na dożywotnie więzienie byłoby łatwiej otrzymać, gdyby Władze Kościelne zechciały w sprawie interwenjować. Taka jest powszechna opinja obrońców wojskowych. Nadmieniam, że Ksiądz Stefański nie ma na sumieniu niczyjego życia, zaś skazanie nastąpiło dlatego, że według motywów wyroku Ks. Stefański przygotowywał zamach na ustrój demokratyczny państwa. Jako obrońca zwracam się do Jego Eminencji z gorącą prośbą o łaskawą interwencję u Pana Prezydenta K.R.N. Wyrazy głębokiego szacunku łączę, J. Stillerowa, Adwokat”.

Adwokat pierwszego dnia procesu wystąpiła o dopuszczenie przez sąd opinii biegłych psychiatrów oraz wezwanie świadków obrony. Nie doszło także podczas rozprawy do przesłuchania uwięzionych dwóch członków SN – Morawca i Głogowskiego. Rozprawa toczyła się przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie 17–19 XII 1946 r. Prócz duchownego na ławie oskarżonych zasiadło 13-u żołnierzy PAS-u. Proces miał charakter pokazowy, szeroko pisała o nim prasa, udowodnić zaś miał, w okresie kampanii wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, związek PSL z bandami NSZ i współudział w tym reakcyjnych duchownych.

Podczas rozprawy Stefański odrzucił oskarżenie o podżeganie do zabójstwa wójta z Marek, przyznał jedynie, że polecił zbadać sprawę denuncjacji przez niego kilku żołnierzy PAS-u. Akta ułaskawieniowe przekazały mimowolnie patriotyczne motywacje księdza: „Wyjaśnił, że działał pod wpływem niechęci do wojsk radzieckich, oraz przewidywania wybuchu wojny między Z.S.R.R. a Anglosasami. Uważał również, iż rząd [w Polsce] został narzucony”. Zeznając na sali sądowej duchowny próbował ratować swych żołnierzy i podopiecznych. Mówił, że werbując kandydatów do PAS-u nie ujawniał im nazwy organizacji, zaś ostatecznie próbował rozwiązać oddział oraz zniszczyć broń i w tym celu popierał założenie miejscowego koła PSL-u, by młodzież przeszła z konspiracji do legalnej działalności politycznej. Linię obrony duchownego podtrzymał m.in. Jaworski, zeznając, że należał do AK, nie zaś do PAS-u lub do NSZ-u, do jakich nigdy by nie wstąpił. Do oddziału wciągnął go Stefański, który – jak zaznaczał Jaworski – ubrany był w sutannę i zwerbował go w zakrystii. Potwierdził także, że otrzymał od duchownego pistolet, jednak zaprzeczył, by otrzymał polecenie zabójstwa wójta z Marek. Wszyscy oskarżeni przyznali się do winy częściowo lub z zastrzeżeniami, zasłaniając się niewiedzą co do charakteru konspiracji i popełnianych czynów. Część z tych zeznań znalazła uznanie w oczach sędziów, którzy podchwycili wersję, że duchowny werbował otumanioną, bądź nierozgarniętą młodzież. Na korzyść duchownego miał zeznawać ksiądz Jan Sitnik, jednak jego świadectwo zostało zapewne przeinaczone w relacjach prasowych. Wniosek adwokat Stillerowej o zbadanie władz umysłowych duchownego został przez sąd oddalony, zaś prasa kilkakrotnie podkreślała, że jest on w pełni zdrów psychicznie. Podobnie nie dopuszczono świadków, którzy zeznawać chcieli, że Stefański pomagał w czasie okupacji Żydom. 23 grudnia sąd uznał wszystkich oskarżonych poza Pazikiem winnymi, zaś Stefańskiego skazał na karę śmierci, uwalniając go jednocześnie od zarzutu podżegania do zabójstwa wójta z Marek. Karę śmierci otrzymał także Jaworski.

28 grudnia Stefański wystąpił o łaskę do prezydenta Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta. Najwyższy Sąd Wojskowy 18 I 1947 r. utrzymał wyrok w mocy. Sędziowie odrzucili także skargę adwokat Stillerowej. Zarzuty przez nią podniesione sędziowie uznali za „zupełnie nieistotne” i stwierdzili, że ich koledzy prawidłowo odmówili powołania biegłych, po zapoznaniu się z „aktami sprawy, zawierającymi sprytną, wprost wyrafinowaną, zbrodniczą działalność skazanego”, orzekając słusznie karę śmierci wobec duchownego, którego chronić nie może „sutanna kapłańska”. Naczelnik Wydziału Prawnego Biura Prezydialnego KRN Izaak Klajnerman podkreślił we wniosku ułaskawieniowym z 25 I 1947 r., że w sentencji wyroku nie zamieszczono części zarzutów wobec duchownego, zaś – jak pisał – „samo postępowanie karne, stwierdzając wybitnie aktywną i kierowniczą rolę STEFAŃSKIEGO w zbrodniczych działaniach, oraz tak szkodliwy jego wpływ na młodzież – nie ujawniło okoliczności, które by uzasadniały zastosowanie do niego prawa łaski”. Jednakże Bierut 28 stycznia ułaskawił duchownego, zamieniając karę śmierci na dożywotnie więzienie.

27 marca WSR w Warszawie złagodził na mocy amnestii dożywocie do wysokości 15 lat więzienia.

11 kwietnia Stefański został przewieziony do więzienia we Wronkach, 15 XI 1950 r. wysłano go do więzienia przy Sądowej we Wrocławiu, gdzie był leczony w więziennym szpitalu. W 1951 r. duchowny powrócił do Wronek. Naczelnik więzienia we Wronkach w opinii o nim pisał: „był kilkakrotnie karany dyscyplinarnie za łamanie przepisów więziennych. Jest więźniem hardym i zarozumiałym. W trakcie przeprowadzonych rozmów i z toku obserwacji stwierdzono, że jest nadal wrogiem Polski Ludowej”. W październiku 1953 r. został wysłany z Wronek ponownie do więzienia we Wrocławiu, gdzie przebywał w szpitalu. Pod koniec listopada wysłano go do więzienia w Międzyrzeczu, na leczenie w Państwowym Szpitalu Nerwowo i Psychicznie Chorych w Międzyrzeczu-Obrzycach, gdzie zdiagnozowano w końcu jego chorobę psychiczną. Stwierdzono także chorobę płuc. W styczniu 1954 r. Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Warszawie wniosła do sądu o warunkowe przedterminowe zwolnienie go z więzienia. Sędziowie WSR postanowili uwolnić duchownego z okresem próby na siedem lat. Według dokumentów sądowych 14 lutego opuścił mury więzienia w Międzyrzeczu, ze skierowaniem do miejsca zamieszkania, czyli do parafii św. Józefa w Warszawie na Kole, której proboszczem pozostawał jego krewny ksiądz Sitnik.

Zapewne pod koniec października dzięki jego staraniom duchowny znalazł się w szpitalu psychiatrycznym w podwarszawskiej Drewnicy. 25 VII 1955 r. zamieszkał na powrót przy kościele św. Józefa na Kole. Wtedy też spędził zapewne kilka tygodni w „Księżówce”, czyli prowadzonej przez siostry miłosierdzia filii praskiego Domu Księży Emerytów, znajdującej się w podwarszawskim Otwocku. Od 23 września oficjalnie pracował w parafii św. Józefa jako rezydent, bez prawa – na wniosek stołecznej Rady Narodowej – głoszenia kazań. Sitnik w następnym roku zwrócił się do kurii warszawskiej z prośbą o przeniesieniu jego rezydenta na inną placówkę. Pod koniec sierpnia 1958 r. Stefański napisał do kurii z prośbą o przydzielenie probostwa. W odpowiedzi udzielono mu w połowie września miesięcznego urlopu, jednak z nakazem spędzenia tego czasu w „Księżówce”. 28 października wikariusz generalny przesłał mu swą decyzję, by aż do odwołania pozostał na miejscu w Otwocku. Pod koniec grudnia 1959 r. duchowny zapewne ponownie znalazł się w szpitalu w Drewnicy. W połowie 1960 r. przebywał na powrót w otwockim domu.

Od 12 września przebywał w szpitalu dla psychicznie chorych w Świeciu nad Wisłą. 29 grudnia powrócił do parafii św. Józefa na Kole, zaś Sitnik poprosił kurię warszawską:

„A może Władza Duchowna da mu jakąś kapelanię, aby poczuł się jeszcze potrzebnym kościołowi. Jutro koniecznie chce już jechać do Otwocka, twierdząc, że tam ma swoje rzeczy, jak: bieliznę, zegarek i inne. Od szafy nikomu kluczyka nie da, a i chętni też się nie znajdą, aby [drzwi] do szafy otwierać. Po decyzji Prześwietnej Władzy otrzyma urzędowy papier i przeniesie się na nowe miejsce. Obawiam się tylko jego zdenerwowania, jeśli pojedzie do Otwocka, a tam powiedzą mu, że nie ma dla niego miejsca”.

Tymczasem 31 grudnia Stefan Piotrowski, wikariusz generalny archidiecezji, polecił mu zająć uprzednie miejsce w „Księżówce”. Na początku 1964 r. Stefański nagle zaczął tracić przytomność, po czym dostał wylewu i w konsekwencji paraliżu. Odzyskał jednak świadomość, a tymczasem został przetransportowany do zakładu prowadzonego przez szarytki w Górze Kalwarii. Zmarł tamże, w obecności Sitnika, 8 lutego. Msza św. pogrzebowa odbyła się 11 lutego w parafii na Kole, z tłumnym udziałem wiernych i duchownych, w tym sufragana warszawskiego Choromańskiego. Pochowany został w grobie rodzinnym w parafialnym kościele w Maciejowicach.

Posiadał dwóch imienników, z którymi bywał mylony, obaj byli duchownymi więzionymi w czasach stalinowskich – Józef Stefański (1903–1985) z diecezji przemyskiej i Władysław Stefański (1917–1995) z diecezji sandomierskiej.

Jacek Żurek

 

Bibliografia:

  1. Jacek Żurek, Ksiądz Bolesław Stefański żołnierz bezdomny, Warszawa 2014

 

 

 

Bolesław Stefański
Projekt i realizacja: Laboratorium Artystyczne | Oprogramowanie: Black Wolf CMS