bestie

Tadeusz Szymański

Urodzony w 1923 roku, funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa, zwany katem X Pawilonu.

Po „wyzwoleniu” Tadeusz Szymański wstąpił do „Służby Polsce”, odgruzowywał Warszawę. Do bezpieki zgłosił się z własnej woli. W 1946 roku w podaniu o pracę w UB w Grodzisku Mazowieckim Szymański napisał: „Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie do bezpieczeństwa, gdyż mam zamiłowanie w tym pracować”. Wówczas miał 23 lata. Zaczął od aresztowania rolników (również swoich sąsiadów), którzy sprzeciwiali się kolektywizacji wsi, a jego ojciec zakładał w Osinach koło Grodziska rolniczą spółdzielnię produkcyjną, zmuszając chłopów, aby do niej wstępowali.

Potem został przeniesiony do Warszawy, na ul. Rakowiecką, gdzie pracował jako strażnik. Bycie strażnikiem jednak go nie satysfakcjonowało, był bardzo ambitny, pracował nawet po godzinach. W 1950 roku poparto jego wniosek o przeniesienie do X Pawilonu, który podlegał bezpośrednio Departamentowi Śledczemu MBP, a konkretnie jego szefowi Józefowi Różańskiemu. Tak Szymański został oficerem inspekcyjnym X Pawilonu, a przez chwilę nawet jego komendantem. Przez cele „Dziesiątki” przewinęły się setki polskich patriotów: ci, których bezpieka uważała za „najgroźniejszych przestępców”. Tu prowadzono brutalne śledztwa, tu zapadały wyroki, w tym wiele kar śmierci.

Więźniowie dokładnie go zapamiętali. Hannę Radzyńską (w 1948) oblewał lodowatą wodą i deptał po nogach. Stanisława Mazurkiewicza zmuszał do leżenia na betonie, zbierania kawałków rozsypanej słomy z siennika i do oglądania, jak depcze fotografie jego najbliższych. Marianowi Gołębiewskiemu kazał stać z podniesionymi do góry rękami, zimą wrzucał go do celi bez okna. Stanisława Rybkę bił po całym ciele i znieważał. Tadeusz Welkier był kopany w podbrzusze i bity w tył głowy. Innych zmuszał do wielogodzinnego klęczenia na grochu, kłuł szpilką, uderzał głową o ścianę. Szymański nie tylko bił i na inne sposoby znęcał się nad więźniami, ale również osobiście wykonywał wyroki śmierci. Rozstrzelanym więźniom kazał rozbijać głowy. Dla zabawy i zastraszenia aranżował też pozorne egzekucje.

Katowany w śledztwie as polskiego lotnictwa, Stanisław Skalski, zapamiętał: Wszedł z różnego kalibru gumami major Szymański. Midro, Szymański, Serkowski i Humer znęcali się nade mną. Bity od pięt do głowy straciłem poczucie czasu. Nagi znalazłem się w odchodach karceru.

- Tadeusz Szymański, razem z innymi funkcjonariuszami, skatował mnie, bijąc pałkami - mówił Kazimierz Augustowski, w czasie wojny oficer Okręgu Wileńskiego AK, w 1949 roku aresztowany i sądzony pod zarzutem szpiegostwa i współpracy z Niemcami.
- Na Mokotowie więźniowie nazywali Szymańskiego „generał Smród”, dlatego, że lubił otwierać cele i krzyczeć: „Ale smród u was”, a więźniom-Niemcom kazał wlewać do nich wiadra z wodą. Ubliżał więźniom, samowolnie przedłużał ich pobyt w karcerze, zalewał cele wodą [to była jego ulubiona rozrywka]. Przechwalał się swoim okrucieństwem i tłumaczył mi, że więźniowie to wrogowie, których trzeba zniszczyć zeznawał jeden ze strażników, Jan Sadowski, na procesie Józefa Goldberga-Różańskiego w 1957 roku. Znany z sadyzmu Różański miał kiedyś zwrócić uwagę Szymańskiemu, że jest zbyt okrutny. Inny strażnik Mieczysław Niewalak mówił, że Szymański przyszedł kiedyś podpity i skopał więźnia.

W 1956 roku, po odejściu z pracy w więzieniu na Rakowieckiej, Tadeusz Szymański przeniósł się do służby kryminalnej w stołecznej milicji, gdzie pracował do 1989 roku.

W 1996 roku osądzono go za jego działalność. Dostał cztery lata. Mimo, iż udowodniono mu sześć czynów podlegających karze, Szymański do niczego się nie przyznał. Razem z nim, za zbrodnie stalinowskie, które w świetle polskiego prawa - jako zbrodnie przeciwko ludzkości - nie ulegają przedawnieniu, wyroki otrzymali: Adam Humer (najwyższa kara - 9 lat), Eugeniusz Chimczak, Jan Dąbrowski, Markus Kac, Mieczysław Kobylec, Edmund Kwasek, Roman Laszkiewicz, Leon Midro, Jan Pugacewicz, Tadeusz Tomporski i Wiesław Trutkowski. Szymański odsiedział 2 lata ale był podobno traktowany na specjalnych zasadach, a niektórzy starsi „klawisze” zwracali się do niego według dawnej nomenklatury służbowej. Kilka lat później Szymański był sądzony ponownie. Drugi proces Szymańskiego trwał trzy lata. Kat X Pawilonu do końca do niczego się nie przyznał. Szymański został uznany winnym wszystkich postawionych mu zarzutów. Świadczyły o tym zarówno dokumenty, jak i zeznania świadków. Ostatecznie Tadeusz Szymański został skazany na pięć lat więzienia za znęcanie się nad więźniami politycznymi w czasach stalinowskich. Według kodeksu karnego z 1932 roku, obowiązującego w czasie popełnienia przez niego przestępstw, maksymalnie mógł dostać 7,5 roku. Za kraty jednak nie poszedł. Okolicznością łagodzącą dla byłego „śledzia” okazał się jego podeszły wiek i stan zdrowia.

Stanisław Płużański

Tadeusz Szymański
bestie
Projekt i realizacja: Laboratorium Artystyczne | Oprogramowanie: Black Wolf CMS